wtorek, 24 marca 2015
W szachy nauczyłam się grać dopiero w wieku dwudziestu lat, w bardzo dziwnych okolicznościach. Była to duża hala upadającego zakładu pracy. Nie było co robić, zamówień na pracę nie było, ktoś przyniósł szachy, warcaby i karty. Swoje osiem godzin trzeba było w zakładzie przesiedzieć, między sprzątaniem, a rozmowami o sytuacji w jakiej się znaleźliśmy, jedyną rozrywką była gra. Karty i warcaby miałam dobrze opanowane już w dzieciństwie w nie grałam, z szachami miałam do czynienia po raz pierwszy. Dość szybko pojęłam reguły logicznie myśleć też potrafiłam, choć sytuacja nie sprzyjała skupieniu. W rozgrywkach brały udział osoby już nieźle zaawansowane w karty, warcaby, szachy i wiele innych gier planszowych. Ja czasami rozgrywam partyjkę szachów z mężem, jeszcze nie udało mi się wygrać, ale się nie poddaję. Wiosek: każdy czas jest dobry na naukę. Nauczyłam się i ja, i bardzo polubiłam szachy próbując swoich sił z lepszymi od siebie. Z dnia na dzień robiłam coraz większe postępy, aż w końcu zaczęłam wygrywać. Wierzcie mi, wygrać w szachy z lepszymi, to czuć się mądrym. Zakład upadł i straciliśmy pracę, ale coś dobrego też z tego wynikło. Moje dzieci również uczą się gry w szachy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz