sobota, 28 marca 2015
Jak już kiedyś wspominałam, pierwszą lalkę dostałam mając sześć, może siedem lat. Historii o tym jak ją dostałam ni zapomnę do końca życia. Wracałam z tatą pociągiem do domu, odbierał mnie ze szpitala, pamiętam, że to był maj, wszystko się zieleniło, a słońce przyjemnie grzało. Byłam bardzo szczęśliwa, wracałam po operacji do domu, a w rączkach mocno trzymałam duże kolorowe pudełko z okienkiem . W pudełku grzecznie spała przypięta zabezpieczeniami lala. Była w połowie mojego wzrostu. Miała tęczową sukienkę, białe skarpetki i białe plastikowe buciki. Umiała stać, zamykać oczy i płakać przy naciśnięciu na środek pleców. Jej czarne długie włosy z siateczką na głowie, gęste rzęsy i różowy odcień sztucznej skóry robiły wrażenie, była piękna. Zachwycona, chciałam pochwalić się nią w domu. Jednak mogłam tylko rozpakować pudełko. Mama stwierdziła, że jest zbyt ładna żebym mogła się nią bawić i zabrała mi ją , zanosząc do pięknie umeblowanego pokoju na pokaz. Moja lalka miała być dodatkową atrakcją tego pokoju. Gdy urodziłam dziecko, zabawki kupowałam właściwie dla siebie. To mi miały się podobać. Czułam się jak bym znów była małą dziewczynką. Nie pytałam córki, czy obrazek na pudełku puzzli jej się podoba, to mnie miał zachwycać. Po prostu szłam z dzieckiem do sklepu i wybierałam zabawki dla siebie. W latach mojego dzieciństwa w sklepach można było już kupić gry, puzzle i rozmaite zabawki. Tera jest ich większy wybór i są nowocześniejsze. Myślę, że każde dziecko ma ich w nadmiarze. Nadmiar lub brak zabawek to przesada, a skrajności nikomu nie służą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz