czwartek, 5 marca 2015

Kiedy byłam bardzo mała, razem z siostrą bawiłyśmy się zabawkami dla chłopców, były to żołnierzyki do malowania. Pierwszą zabawkę dla dziewczynek dostałam od taty gdy miałam pięć lat. Była to płacząca lalka z długimi, ciemnymi włosami. Leżała w dużym pudełku z foliową szybką. Nie miałam wielu okazji do układania puzzli, były to raczej drewniane kostki oklejone z każdej strony obrazkiem z innej bajki. Składałam je do znudzenia, znając już na pamięć każdą opowieść z obrazków. Po pewnym czasie rysunki pościerały się i układałam je z pamięci, Będąc w pierwszych klasach podstawówki grałam z braćmi w karty, w tysiąca lub pokera, nie przepadałam jednak za grą w kuku.W późniejszych latach w szkole z internatem, gdy zostałam złapana z talią kart, traciłam je na zawsze. W internacie można było znaleźć sporo gier planszowych. Na przykład, grając w wilka i owce, najlepiej było zostać wilkiem i łapać biedne owieczki pozostałych graczy. Gra w statki pozwalała rozwijać pamięć i spostrzegawczość. Niestety nazw wielu gier planszowych dla dzieci, z którymi zetknęłam się w szkole już nie pamiętam, ale w wiele z nich zagrałabym nawet dziś z ogromną przyjemnością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz