piątek, 26 czerwca 2015

Kiedyś obserwowałam jak dwoje dzieci grało w grę towarzyską zwaną szachami. Była to dziewczynka w wieku ośmiu lat i chłopiec dziesięciolatek, grali to zbyt poważne słowo w stosunku do ich wieku, raczej uczyły się . Nie ruchów, nie zasad bo to już miały opanowane, ale kombinacji, wyprzedzania ruchów przeciwnika, logicznego myślenia, i przede wszystkim cierpliwości. Małym dzieciom raczej ciężko usiedzieć na jednym miejscu i wpatrywać się w szachownicę, a ta gra tego wymaga, skupienia i cierpliwości. Byłam pewna że nie skończą partii, że gdy któreś zacznie przegrywać przerwą grę i zajmą się czymś innym, ciekawszym, ale tak nie było. Obserwując z boku podziwiałam ich i szczerze się bawiłam. Chłopiec siedział wyprostowany jak struna rękami podpierając brodę, skupiony. Za to dziewczynka biegała wokół stołu ciągle mu dogadując. Na przykład że to głupi ruch i już ma przegrane. Robiła szybkie i zdecydowane ruchy, bez zastanawiania się, co nie znaczy że jej posunięcia nie były rozsądne, wręcz przeciwnie. Chłopiec denerwował się na nią, nie dawała mu się skoncentrować, dogadywała mu i ciągle coś paplała a on potrzebował pomyśleć, zastanowić się, potrzebował ciszy, której niestety nie miał. O dziwo na jednej partii się nie skończyło, był rewanż, choć czasami było nerwowo, każde z dzieci chciało wygrać, i robiły wszystko w tym kierunku, włącznie ze złośliwymi docinkami , i oskarżeniami o oszustwa, zwłaszcza ze strony chłopca, który nie mógł sobie poradzić z młodszą przecież siostrą, a był bardzo ambitny i pewny swej mądrości. Królewska gra, wydawało by się raczej dla dorosłych, a te dzieci ograłyby nie jednego początkującego dorosłego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz