poniedziałek, 25 maja 2015



Pamiętam jak w dzieciństwie grywałam z mamą w karty, wyglądało to dość śmiesznie. Mama nie lubiła przegrywać. Niby się śmiała gdy karta jej nie szła, ale widać było jej niezadowolenie. Próbowała wtedy oszukiwać, aż w końcu przerywała grę rzucała kartami.Teraz się z tego śmiejemy wspominając. Tata nauczył mnie grać w warcaby, raczej dając mi wygrywać. Swoim dzieciom też z przyjemnością pozwalałam wygrywać grając w gry planszowe, miały satysfakcję wygrywając z dorosłą osobą, i następnym razem z radością siadały do gry, nie trzeba było specjalnej zachęty. Całkowicie inaczej wyglądają spotkania przy grach towarzyskich z równymi sobie. To już jest rywalizacja, chęć wygrywania, udowodnienia że jestem lepsza/ lepszy. Tworzą się koalicje, ludzie patrzą na siebie podejrzliwie, czasami zdarzają się oskarżenia o oszustwo, wszystko zależy od gry, i osób w niej uczestniczących, charaktery bywają różne, tak jak np. u mojej mamy. Najchętniej gram jednak w gry w których emocje są duże, nie mniejsze niż świetna zabawa, połączona ze śmiechem, luzem. Gdzie wyobraźnia, pomysłowość, spryt i dobry humor biorą górę nad stresem z ewentualnej przegranej. Na smutek i zmartwienia, polecam wieczorek towarzyski z grami towarzyskimi . Zabawa i emocje gwarantowane, a jeżeli mamy nutkę hazardu w sobie, to tylko powiększy nasze szanse wygranej i na pewno nie będziemy się nudzić.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz