Pamiętam jak w dzieciństwie grywałam z mamą w karty, wyglądało to dość
śmiesznie. Mama nie lubiła przegrywać. Niby się śmiała gdy
karta jej nie szła, ale widać było jej niezadowolenie. Próbowała
wtedy oszukiwać, aż w końcu przerywała grę rzucała
kartami.Teraz się z tego śmiejemy wspominając. Tata nauczył mnie
grać w warcaby, raczej dając mi wygrywać. Swoim dzieciom też z
przyjemnością pozwalałam wygrywać grając w gry planszowe, miały
satysfakcję wygrywając z dorosłą osobą, i następnym razem z
radością siadały do gry, nie trzeba było specjalnej zachęty.
Całkowicie inaczej wyglądają spotkania przy grach towarzyskich z
równymi sobie. To już jest rywalizacja, chęć wygrywania,
udowodnienia że jestem lepsza/ lepszy. Tworzą się koalicje, ludzie
patrzą na siebie podejrzliwie, czasami zdarzają się oskarżenia o
oszustwo, wszystko zależy od gry, i osób w niej uczestniczących, charaktery bywają różne, tak jak np. u mojej mamy. Najchętniej gram
jednak w gry w których emocje są duże, nie mniejsze niż świetna
zabawa, połączona ze śmiechem, luzem. Gdzie wyobraźnia,
pomysłowość, spryt i dobry humor biorą górę nad stresem z
ewentualnej przegranej. Na smutek i zmartwienia, polecam wieczorek
towarzyski z grami towarzyskimi . Zabawa i emocje gwarantowane, a
jeżeli mamy nutkę hazardu w sobie, to tylko powiększy nasze
szanse wygranej i na pewno nie będziemy się nudzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz