piątek, 15 maja 2015
Gdy siedzę skupiona nad puzzlami nie myślę o
niczym innym. Dopóki ich nie ułożę nie ruszam się z miejsca, nie jem, nie
rozmawiam, tylko czasami z mojego gardła wydobywa się niecenzuralne słowo, zwłaszcza gdy układam niebo, czy trawę. Nie wychodzę
też do łazienki dopóki naprawdę nie muszę,
puzzle muszą być ułożone, wtedy wracam do świata żywych. Pocieszę się pięknem
obrazu co najmniej dwa dni, popodziwiam , pozachwycam się jego trudnością
układania i do pudełka znów w drobne klocki aż do następnego razu, gdy sięgnę
po raz drugi po niego. Gdy dzieciom daję puzzle z przeznaczeniem dla dzieci,
ogarnia mnie błogi spokój. Gdy siadają w salonie na podłodze i wysypują puzzle
z pudełka wiem że nadchodzi chwila relaksu. Jest to wspaniałe uczucie, chwila
tylko dla mnie. Cisza, spokój, pełnia szczęścia, szkoda że tak krótka. Zawsze
po tym jak dzieci ułożą swoje puzzle obiecuję sobie, że następnym razem kupię
dwa razy więcej puzzli w pudełku, aby cisza mogła trwać choć chwilkę dłużej.
Koniec układania i mojego spokoju, słychać po głośnym: jest!, a zaraz potem
burzymy, wrzaski i szum opadających klocków. Wtedy wkraczam ja , proszę pozbierać
puzzle do pudełka żeby mi nie brakowało ani jednego klocka, bo inaczej o nowych
możecie zapomnieć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz